The new version

"Titanic" jest jedną z ulubionych filmów lub/i książek nie jednego nastolatka. Ten blog pozwoli im znów wejść na pokład statku. Otóż nie jest to prawdziwa opowieść tragicznego wydarzenia, losów bohaterów, ale to nowa wersja utworzona przeze mnie :)

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 1

Rose wygodnie zasiadła w fotelu swojej kajuty, gdyż jej bagaże były właśnie wypakowywane. Siedziała i przyglądała się uważnie innym ludziom, którym zazdrościła uśmiechu na twarzy. Ciekawiło ją szczęście osób nie mających pieniędzy, nie mających tak wiele jak ona, ale mimo wszystko cieszących się z małych rzeczy.
- Po co ten rejs? Po co ta cała szopka? Czy ona zawsze musi wchodzić do mojego życia z butami? Dlaczego?! – powiedziała zrezygnowana. Nie widziała bowiem szans do swojego życia, do wolności, do podejmowania samodzielnych decyzji. Czuła się uzależniona od swojej matki.
- Pomóc w czymś proszę pani? – zapytał mężczyzna ogarniający porządek w kabinie.
- Nie…albo tak. Wyjdźcie i zostawcie to wszystko w cholerę. - zbulwersowana odpowiedziała na pytanie.
- Ale pani matka kazała…- ciągnął dalej.
-…nie obchodzi mnie co moja matka kazała! Czy to ona musi o wszystkim za mnie decydować?! – pod wpływem silnych emocji wstała i rzuciła krzesłem, na którym dosłownie przed chwilą siedziała.
- Nie. – przestraszony podniósł mebel i uciekł zatrzaskując za sobą drzwi. Reszta mężczyzn przyglądała się całej sytuacji, przyglądała się zbulwersowanej siedemnastolatce po czym odłożyła wszystko i opuściła pomieszczenie. Rose w końcu została sama. Mogła choć przez chwilę zapomnieć o codziennym zabieganiu, o wrednej matce, która tak bardzo ją raniła. Jednak po kilkusekundowym spokoju rozległo się pukanie do drzwi. Dziewczyna nie dawała znaków życia. Dopiero po kilkukrotnym, gwałtownym dobijaniu się, podeszła do nich i otworzyła. Widok nie był zaskoczeniem, gdyż łatwo można było się spodziewać wściekłej matki Rose od razu wbiegającej córce do pokoju.
- Jakie ty sceny robisz przed tymi ludźmi? – zapytała podniesionym tonem.
- Nie muszę się przed tobą tłumaczyć.
- Musisz, ponieważ to ja tym ludziom płacę. I pójdziesz zaraz ze mną do tych panów, przeprosisz ich za zaistniałą sytuację i spokojnie wrócą do pracy jakby nigdy nic.
- Nigdzie nie będę szła. Zostaw mnie w spokoju. Tam są drzwi. – Rose wskazała bezczelnie palcem w stronę wyjścia, jednak jej matka nie zareagowała.
- Tam są drzwi! – znów nastolatka poczuła jakby zwracała się do ściany. Nagle wzięła swoją torebkę i wybiegła z kabiny. Ruth natychmiast podążyła za córką szukając jej w tłocznych korytarzach Titanica. Po krótkim czasie stanęła zdyszana i głęboko zaczęła się zastanawiać nad zachowaniem córki.

***

Rose uciekłaby jak najdalej, lecz statek jej tego nie umożliwiał. Wybiegła więc na pokład 3 klasy. Miała nadzieję, że chociaż tutaj nikt jej nie znajdzie. Była trochę zastraszona, czuła się obca. Ludzie dziwnie na nią patrzyli.
- Przepraszam. Pomyliła pani chyba część statku. Pokład 1 klasy jest w tamtą stronę. – oznajmił jej jakiś mężczyzna, nie mający niczego złego na myśli choć dziwiący się obecnością pięknej, bogatej dziewczyny.
- Tak, tak. Wiem… - usiadła na ławce i zaczęła głębokie…bardzo głębokie rozmyślania. Trwało to tak długo, że pewien młody, przystojny mężczyzna naszkicował ją. To nie był taki byle jaki szkic. Wszystko było zadbane, przemyślane. Niczego nie brakowało, wręcz ideał. Gdy zauważyła swój portret, który właśnie dostała od autora trochę się zaniepokoiła. Lecz ten piękny szkic wzbudził w niej wielki zaszczyt.
- jakie to śliczne, dokładne. – oznajmiła z radością.
- Dziękuję. – odezwał się mężczyzna.
- Robisz to zawodowo? – spytała.
- Nie. Rysuję dla pasji.
- Myślisz, że nie warto ich gdzieś pokazać? – ponownie spytała będąc zainteresowana nowo poznanym młodzieńcem.
- Tylko, że w Paryżu uznali to za nic. – nagle posmutniał, wstał chcąc pójść przed siebie. Rose chwyciła go za rękę i przedstawiła się.
- Jestem Rose DeWitt Bukater. – po usłyszeniu tych słów chłopak odwrócił się, pocałował rękę nastolatki po czym powiedział.
- Jack Dowson. Bardzo mi miło. – znów przysiadł się do Rose.
- Opowiedz mi o tobie i twoich rysunkach. – powiedziała zainspirowana.
- A więc zaczęło się w Luxemburgu w 1902 roku… - Jack zaczął opowiadać Rose o swoich przygodach ze sztuką. Gdy właśnie w tym czasie Ruth pytała się wszystkich napotkanych na swej drodze ludzi o swoją córkę.
- Przepraszam…widziała może pani taką niewysoką dziewczynę, w różowo białej sukni… - pytała zrezygnowana.
- Nie widziałam. Przykro mi. Prosze sprawdzić na pokładzie 1, 2 lub 3 klasy. Może tam ktoś pani pomoże. – oznajmiła kobieta, po czym zniknęła w tłumie. Kobieta oparła się o ścianę i straciła wszelką nadzieję na odnalezienie córki. Jednak w pewnym momencie podszedł do niej jakiś dystyngowany mężczyzna.
- Witam. – pocałował rękę Ruth. – Słyszałem, że kogoś pani szuka. Może byłbym w stanie pomóc? – matkę Rose oświeciło. Przyszła jej myśl aby związać jej córkę z tym przystojnym mężczyzną. Chciała by Rose w końcu cieszyła się życiem i znalazła sobie bogatego męża.
- Tak. Otóż zginęła mi córka. Niewysoka, w biało różowej sukni, spięte, rude włosy.
- Niestety…nie spotkałem na swej drodze takiej ślicznotki… - Ruth zasmutniała. – ale…pomogę pani jej poszukać. Chodźmy sprawdzić na pokład statku. – kobieta się uśmiechnęła. – jestem Caledon Cal Hockley. Wziął za rękę mamę Rose.
- Ruth DeWitt Bukater.
- Niezmiernie mi miło. A jakie imię nosi pani córka? – spytał Cal.
- Rose. Po zmarłej niedawno przed jej narodzinami prababci. 
- Piękne imię. Kiedyś marzyłem o żonie o takim imieniu.
- Kawaler? – spytała Ruth prosto z mostu.
- Jeszcze tak. Ale coś czuję, że wkrótce uśmiechnie się do mnie szczęście. – Ruth była w siódmym niebie. Nie dość, że przystojny to jeszcze wolny. Już zapomniała o zniknięciu córki. Teraz liczyło się dla niej to, że prawie znalazła bogatego męża dla Rose. W tym samym czasie Jack opowiadał dalej o sobie i o swoim życiu. Dziewczyna z uwagą go słuchała i zadawała pytania. Widać, że Rose znalazła z nim wspólny język, a co najważniejsze…pojawił jej się uśmiech na twarzy. W końcu Ruth wraz z Calem znaleźli Rose. Byli zadowoleni. Ruth pryskała radością, ale nie długo. Gdy zobaczyła tuż obok niej biedaka, z którym rozmawiała jej córka jak najszybciej postanowiła ich od siebie rozdzielić.
- Rose! Co ty tu robisz?! Co ty tu robisz z tym śmierdzącym biedakiem? – Jack wstał i chciał wtrącić swoje słowo, lecz Rose zrobiła to pierwsza.
- Po pierwsze: ze śmierdzącym biedakiem powiadasz?
Po drugie: rozmawiam. Nawet tego mi nie wolno?
- Wracaj do kabiny. A ty… - zwróciła się do Jacka. – nigdy więcej nie rozmawiaj z moją córką. Mało innych ładnych dziewczyn na pokładzie? Ach nie…która biedaczka może być ładna? Idziemy Rose.
- Nigdzie nie idę. – chwyciła za rękę Jacka.
- Słucham? Wracasz do kabiny bez dyskusji. – wyrwała jej rękę i popchnęła w kierunku pokładu 1 klasy. Rose się obejrzała za Jackem.
- Idź tak jak twoja mama ci mówi. Miło było mi cię poznać. Trzymaj szkic. – chłopak dał dziewczynie rysunek po czym ze smutkiem na twarzy odszedł. Rose się wściekła. Pobiegła do kabiny i nie wychodziła z niej do końca dnia.




3 komentarze: