Wybiła godzina dwunasta. Rose jeszcze nie spała. Co prawda leżała w łóżku, ale nie czuła się senna. Jack również jeszcze nie spał. Przechadzał się po pokładzie statku rozmyślając o sytuacji z przed południa. Wędrował z miejsca na miejsce i nie mógł zapomnieć o pięknej Rose niedawno poznanej. Czuł on jednak, że jest nikim, że jest zwykłym biedakiem z jakimiś tam rysunkami. Na dodatek był jeszcze zdenerwowany zachowaniem Ruth, dopiero po zapaleniu papierosa trochę się uspokoił. Rose także myślała o Jacku. Bardzo go polubiła. Nie mogła znieść tego jak jej własna matka się do niego odezwała. Była na nią wściekła. Czuła, że już nigdy nie zobaczy Jacka. Dlatego postanowiła wyjść z kabiny, miała nadzieję, że spotka chłopaka tam gdzie się dzisiaj poznali. Ogarnęła się, założyła piękne, cekinowe pantofle i małymi krokami wyszła po cichu zamykając za sobą drzwi. W korytarzachTitanica była wielka pustka, Rose trochę się bała ciemności, ale gdy ponownie pomyślała o Jacku od razu zapomniała o strachu. W końcu wydostała się na dwór. Przeszła przez pokład 1 klasy, potem przez pokład 2 klasy, aż wkrótce znalazła się na pokładzie 3 klasy. Widziała z daleka jakiegoś mężczyznę, pierwsza myśl, która przyszła jej do głowy to Jack. Przyspieszyła tempo i udała się w kierunku mężczyzny. Gdy była niego coraz bliżej zauważyła, że pali papierosa. Zdjęła buty i po cichu na palcach podeszła jeszcze bliżej i stanęła za nim.
- Palenie szkodzi zdrowiu. – wzięła mu papierosa z ręki i się zaśmiała.
- Dlatego palę. – odpowiedział, po czym uśmiechnął się na jej widok.
- Dlaczego? Nie chcesz żyć? Przepraszam, że tak mówię, ale tak to zabrzmiało.
- Czy ja wiem? Co mi z takiego życia? Śmierdzący, biedny artysta. Nawet nie było mnie stać na podróż Titanicem. Bilet wygrałem w pockera. – ten uśmiech, który jeszcze przed chwilą gościł na jego twarzy zniknął. Wyraz jej zupełnie się zmienił.
- Nie jesteś wcale śmierdzącym, biednym artystą. Jesteś wrażliwym artystą z duszą. – pocieszyła go Rose, po czym usiedli na ławce. -przepraszam cię za moją matkę. – powiedziała Rose czując się winna.
- To przecież nie twoja wina. Co prawda było to nieodpowiednie zachowanie, ale bogactwo właśnie tak wpływa na ludzi. – Rose nagle wzięła wdech, żeby coś powiedzieć, jednak Jack ciągnął dalej. – bez urazy. Mam wrażenie, że ty jesteś zupełnie inna. Jakbyś nie chciała tego bogactwa. Wiem…znam cię dopiero od wczoraj, ale niektóre rzeczy po prostu są widoczne od razu. – oznajmił Jack.
- Moja matka jest uzależniona od pieniędzy. Mój ojciec…już świętej pamięci…ona go wcale nie kochała. Ale najważniejsze było to, że miał kupę forsy. Ale nie długo. Mama była rozrzutna na prawo i lewo. Tata mówił jej setki razy, że jest coraz mniej pieniędzy, ale ona…ją to wcale nie obchodziło. Liczyło się tu i teraz. W końcu popadł w długi. Musiał pożyczać od znajomych, ale i tak nie miał z czego oddać. Wtedy zostawiła go. On popadł w alkoholizm i w końcu umarł. Teraz mama musi spłacać długi. Nie ma z czego. A jeszcze na dodatek nie może pokazać innym, że nie mamy już pieniędzy, dlatego podróżujemy 1 klasą. Na bilety wykorzystała prawie ostatnie pieniądze. Łudzi się, że znajdzie jakiegoś bogatego mężczyznę, który spłaci jej wszystkie długi. – wyżaliła się Rose. – tak…to był długi monolog.
- Smutne to co mówisz. To kim w takim razie był ten mężczyzna, z którym przyszła wczoraj twoja mama? – zapytał ciekawy Jack.
- Mężczyzna? Jaki mężczyzna?
- Taki wysoki, przystojny, bogaty…
- Bogaty…to dlatego mama była nim tak zainteresowana. – Rose znów się rozczarowała zachowaniem swojej matki.
- Nie przejmuj się…
- Jak mam się nie przejmować skoro moja własna matka sprzedałaby mnie dla pieniędzy? To jest jakiś koszmar! Dlaczego ja mam takie cholerne życie? Dlaczego ja nie mogę mieć twojego życia? Wolę być śmierdzącym, biednym artystą, ale za to szczęśliwym, cieszącym się z tego co ma.
- Nie wiesz co mówisz. Ciesz się tym, jakie masz życie. Nie chciałabyś mieć mojego. Człowiek, którego podmuchuje wiatr. Raz mieszka pod mostem, raz mieszka na pokładzie największego, najpotężniejszego statku. Sam się zastanawiam…co ty we mnie takiego widzisz? – spytał zrezygnowany Jack.
- Jesteś przystojny, świetnie szkicujesz. Kto wie? Może się kiedyś w tobie zakocham? – Jack uśmiechnął się pod nosem, cieszył się w głębi duszy, Rose bardzo mu się podobała, choć sam dobrze wiedział, że Ruth nie pozwoliłaby być im razem.
– Dlaczego nic nie mówisz?
- Miło mi. Już muszę iść, jestem trochę zmęczony. – odparł Jack.
- To ja też już pójdę. Dobranoc Jack.
- Dobranoc Rose. – Chłopak spokojnym, wolnym krokiem odszedł.
- O 10:00 w tym samym miejscu? – zapytała zatrzymując Jacka.
- Dobrze. A teraz idź. – Oboje się rozeszli. Jack tak naprawdę nie był senny, musiał przemyśleć wiele rzeczy. Rose poszła zrezygnowanym krokiem do swojej kajuty, w której czekała na nią zdenerwowana matka.
- Co ty tu robisz? – spytała zaskoczona Rose.
- Czekam na ciebie. Dlaczego nie było cię w kajucie?
- Nie mogłam zasnąć, dlatego poszłam na krótki spacer po pokładzie. – tłumaczyła się dziewczyna.
- Krótki spacer. Otóż ten krótki spacer twoim zdaniem trwał 2 godziny. Spotkałaś się z tym biedakiem z 3 klasy. Na pewno się z nim spotkałaś.
- Nie muszę się tobie tłumaczyć.
- Musisz. Ponieważ nie jesteś jeszcze dorosła i ja za ciebie odpowiadam. Spotkałaś się z tym chłopakiem?
- Tak. – mruknęła pod nosem.
- Nie usłyszałam. – podniosła ton Ruth.
- Tak! – wykrzyknęła Rose.
- Czy nie mówiłam ci, żebyś nie spotykała się z tym chłopakiem? Ty chyba tego nie rozumiesz. Popadliśmy w długi. Nie mamy jak ich spłacać… - Rose przerwała.
- To dlatego musisz sobie znajdywać jakiegoś kochasia, który ci za wszystko zapłaci?
- A widzisz inne wyjście? Chcesz normalnie żyć? Czy klepać biedę jak ten twój…
- No…dokończ….śmierdziel, biedak, no…co jeszcze?
- Kochanie. Ja chcę tylko twojego dobra.
- To pozwól mi się spotykać z Jackem. Dobranoc. – Rose położyła się w swoim łóżku. Ruth wstała i pokierowała się do wyjścia, powiedziała tylko na koniec:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Śpij dobrze córeczko. – Ruth zgasiła światło i wyszła. Siedemnastolatka poczuła jakby matka ją pokochała na nowo. Jakby po raz pierwszy się o nią zatroszczyła. Cieszyła się, ale z jednej strony…nie wiedziała co nowego przyszło jej do głowy.
- Niespodzianka…? Już się boję. – Rose odwróciła się na drugi bok i niedługo po 2:15 zasnęła. Miała niesamowity sen. Śniło się jej, że Jack znów ją szkicuje, że jest piękną muzą na pokładzie Titanica. Tylko w jego towarzystwie czuła się najlepiej. Mogła z nim zawsze szczerze porozmawiać. O wszystkim i o niczym. Mogła z nim pomilczeć i pośmiać się. Mogła z nim płakać ze smutku i płakać z radości. Ale nagle, sen zniknął. Zniknął Jack. Zniknęły żółć, pomarańcz, czerwień, zniknął zachód słońca. Pojawiła się czerń i szarość. Czy to coś znaczy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz