Gdy Rose już była chwilę po przebudzeniu udała się do jadalni na
uroczyste śniadanie. Przy wielkim stole, przy którym siedziała i pani
Molly Brown i kapitan statku Edward Smith i pan Thomas Andrews a co
najważniejsze Ruth oraz Cal czekało już na nią miejsce. Kobieta
wyciągnęła szeroko ramiona do córki witając ją słowami:
- Jak się spało kochanie? – przytuliła ją mocno po czym pocałowała w czoło.
- Bardzo dobrze matko. Co jest tą niespodzianką, o której wczoraj
wspominałaś? – spytała zaciekawiona Rose.
- Raczej kto córeczko. Otóż to jest Cal, poznajcie się. – Ruth odeszła
do reszty osób chcąc zostawić młodych samych.
- Jestem Caledon Cal Hockley, bardzo mi miło. – pocałował dłoń nastolatki.
- Rose. – powiedziała na odczepnego po czym wyrwała swoją rękę, którą
otarła o nowiuteńki frak Cala. Ruth przyglądała się całej sytuacji,
nie mogła pozwolić na to aby bogaty mężczyzna przeszedł jej koło nosa.
- Rose…- powiedziała niemiło.
- Tak mamo…? – odpowiedziała równie niemiłym tonem.
- Cal chce nam pomóc. To chyba dobrze.
- Bardzo dobrze.
- Więc dlaczego tak go traktujesz?
- Mam dzisiaj zły humor. Pozwólcie, że zasiądę do stołu i zjem posiłek
w milczeniu. – Rose grzecznie usiadła na krześle i zabrała się za
jedzenie. Przy stole był spory szum. Cal próbował wielokrotnie
zagadywać Rose lecz ona nie miała ochoty odpowiadać mu na jakiekolwiek
odzywki. Czasem przysłuchiwała się cudzym rozmowom ale sama nie
wdawała się w żadne pogawędki. Nagle pani Brown odniosła się miłym
głosem do dziewczyny.
- Jak ci mija życie Rose?
- Dobrze.
- A nie myślałaś o tym, żeby znaleźć w końcu swoją drugą połówkę? –
spytała ponownie zaciekawiona. W tej chwili Rose wybuchła złością. Nie
mogła znieść tego jak obcy ludzie wtrącają się w jej życie.
- Mam tego dosyć! Czy kiedyś będzie taka sytuacja jak sama sobie
wybiorę męża?! Jak sama zdecyduję kiedy z nim wezmę ślub?! – wytarła
usta serwetką po czym rzuciła nią w twarz matki. Wybiegła. Cal
próbował załagodzić całą sytuację dlatego podążył za nią. Gdy wybiegli
na dwór w końcu ją dogonił.
- Rose…- powiedział.
- Co? – oznajmiła wycierając lecące łzy.
- Spokojnie. – przytulił ją mocno. W tym samym czasie Jack już czekał
w miejscu umówionym z dziewczyną. Była dokładnie 10;02. Chłopak
czekał, czekał i czekał. W pewnym momencie zapalił papierosa i udał
się w kierunku swojej kajuty. Rose wciąż była w objęciach Cala. Trochę
się uspokoiła, ale gdy spojrzała na zegarek zaniepokoiła się.
- Już dziesięć minut po 10:00. – odparła zdenerwowana.
- Co w związku z tym? – spytał niezrozumiale mężczyzna.
- Nic. Wracaj do innych, ja zaraz cię dogonię. – Rose pobiegła w
stronę pokładu 3 klasy, a Cal udał się za nią. Był bardzo ciekawy co
dziewczyna chciała zrobić. Rose była tak zajęta poszukiwaniem Jacka,
że nawet nie zauważyła śledzącego ją za sobą Cala. Rose spostrzegła z
daleka artystę idącego zrezygnowanym krokiem.
- Jack! – wykrzyknęła. Chłopak odwrócił się. Ona przytuliła go, po
czym uśmiech znów zawitał na obydwojga twarzy.
- Czekałem. Myślałem, że nie przyjdziesz.
- Miałam nieprzyjemną rozmowę z matką. – nagle Jack zauważył
patrzącego na nich Cala w oddali.
- Co on tutaj robi? – spytał.
- Kto? – skrzywiła się.
- On. Ten mężczyzna. Odwróć się. – Rose zrobiła to co Jack jej nakazał.
- Cal?
- Cal. Piękne imię. Rose i Cal. Brzmi równie pięknie. – powiedział
zazdrosnym tonem.
- Jak możesz? – Rose uderzyła Jacka z liścia po czym uciekła. Chłopak
chwycił się za policzek próbując załagodzić ból. Gdy spojrzał w
kierunku dziewczyny jej już nie było ale za to Cal spoglądał niemiło
na Jacka a po chwili pobiegł za nią. Rose wbiegała już do swojej
kajuty gdyż mężczyzna zatrzymał ją chwycąc za rękę. Ona odwróciła się
i uderzyła w twarz.
- Zabolało. – powiedział z grozą.
- Miało zaboleć. Wszyscy mężczyźni są tacy sami. – oznajmiła po czym
wyrwała swoją rękę i nacisnęła klamkę swojego pokoju.
- Dobrze. Chciałem pomóc twojej matce i przy okazji tobie, żeby
spłacić wszystkie wasze długi, ale chyba się rozmyśliłem. – Cal w złym
nastroju opuścił towarzystwo Rose i udał się do swojej kajuty.
Dziewczyna trochę się zmieszała. Poczuła wielką winę.
- Jak ja teraz spojrzę w twarz Calowi? Matce? Jackowi? Co ja
zrobiłam?! – wbiegła jak najszybciej do kajuty i zaczęła wyżywać się
na poduszce okładając ją pięściami. Po kilkusekundowym wyładowaniu
złych emocji wzięła się w garść i wyszła na dwór by trochę się
uspokoić i zaczerpnąć świeżego powietrza. W oddali zobaczyła swoją
matkę, która zaczęła machać do niej ręką na przywitanie. Rose
odwróciła się o 180 stopni i poszła przed siebie. Ruth bardzo się
zdziwiła zachowaniem córki. Nie wiedziała bowiem, co się stało kilka
minut wcześniej.
- Rose, poczekaj! – wykrzyknęła kobieta podbiegając do swojej córki.
Dziewczyna jednak nie reagowała. Zamknęła się w sobie. Ruth dogoniła
nastolatkę po czym chwyciła ją za rękę i zapytała:
- Co się stało?
- Nic. – burknęła pod nosem.
- Rose…zmieniłaś się. – Ruth odwróciła się od córki i wróciła do koleżanek.
- Co się ze mną dzieje?! – Dziewczyna pobiegła na pokład 3 klasy. Gdy
się na nim znalazła usiadła na ławce oczekując na Jacka. Nie sądziła,
że będzie chciał z nią rozmawiać, ale postanowiła, że nie opuści tego
miejsca póki nie wyjaśni mu swego zachowania. Przy okazji mogła sobie
w spokoju przemyśleć wiele spraw. W tym samym czasie Ruth spotkała na
swej drodze Cala. Spytała się go o samopoczucie, ten jednak udzielał
jedynie spartańskiej odpowiedzi. Dziwiło ją bardzo się stało. Czy to
Rose była przyczyną jego smutku i obojętności?
- Co się stało Cal? – spytała obawiając się najgorszego.
- Oprócz tego jak potraktowała mnie Rose? Nic takiego.
- Co Rose ci takiego zrobiła? – spytała ponownie.
- Uderzyła mnie w twarz nie wiadomo z jakiego powodu. A ja chciałem ją
tylko pocieszyć przez tego dupka z 3 klasy. – odpowiedział
zdenerwowany.
- Znowu się z nim spotkała? Cal…wybacz jej. Ten chłopak namieszał jej
w głowie. Mam pomysł. Ja jej opowiem o naszej ciężkiej sytuacji, że
teraz Cal nie chce pożyczyć nam pieniędzy…
- Bo tak jest. – oznajmił.
- Co przepraszam? – zapytała z niedowierzaniem.
- Odmówiłem pomocy. Nie pozwolę się tak traktować.
- Spokojnie. Przecież to jeszcze dziecko. Zwykła smarkula. Dlatego jej
się oświadczysz.
- Ja ją naprawdę lubię, ale przecież ona się nie zgodzi.
- Oj zgodzi. Nawet będzie sama cię o rękę prosiła. A teraz chodźmy na
spacer. Piękna dziś pogoda, prawda? – spytała zmieniając temat. Cal
podał rękę Ruth po czym razem udali się na wędrówkę po pokładzie
Titanica.
Bardzo Ciekawy i Fajny blog :)
OdpowiedzUsuńNa pewno będę czytać :)
http://wszystkoinic-myworld.blogspot.com/